*Oczami Hermiony*
Jestem w Norze od paru dni. Wróciliśmy z Hogwartu po tym jak Draco Malfoy próbował mnie zgwałcić. Nie jestem z tego jakoś zadowolona. Leżę w łóżku w salonie. Fred, George, Ron i Harry są nad jeziorem, a Ginny u Luny. Rodzice Ginny pojechali na "wakacje". Odwiedzają Billa w Egipcie. Ja zostałam w domu, aby przemyśleć wszystko co się stało w tym roku.
Rozmawiałam z Luną na temat wakacji jedząc Tosta w Wielkiej Sali. Do pomieszczenia weszli bliźniacy, Ginny, Ron i Harry. Każdy usiadł jak najdalej od siebie. Fred i George usiedli na przeciwko nas.
-Słyszałyście o tej kłótni.? - Zapytał Fred.
-Nie... a co ? - Odparłam.
-Harry pokłócił się z Ronem o to, że Ginny się z nim pokłóciła.
-Taka... hmm... normalka ? -Spytała sennym głosem Luna.
-Właśnie.. nie. - Odpowiedział George i zaczęli prowadzić dyskusję. W tym samym czasie wygłupialiśmy się z Fredem.
-Fred..! Ty i Hermiona ? -Ktoś powiedział .A on zrobił zdziwioną minę i Krzyknął.:
-Co..! ? Nigdy ! To Hermiona ! Hermiona Granger ta kujonka !
W tamtej chwili pękło mi serce. Skuliłam się w łóżku. Pobiegłam do łazienki Jęczącej Marty. W jednej chwili leżałam półnaga na ziemi bez różdżki rozwalając Malfoyowi buźkę i krzycząc wniebogłosy. Po 30 minutach ubrana, posiniaczona i zakrwawiona szukałam przyjaciół. Harry ? Ron ? George ? Luna ? Ginny ? Zapłakana znalazłam Freda. Przeraził się.
-Co Ci się stało ? - Spytał ze zdziwieniem.
-Fredka..
-Malfoy ?
-Tak Malfoy o mały włos mnie nie zgwałcił.
-Co ?! Zabiję go ! Jak mógł Tobie coś takiego zro...-Przerwałam mu w połowie zdania.
-Ginny..Ginny..Gi...-Nim zdążył cokolwiek zrobić zemdlałam.
Byłam na łące z przyjaciółmi. Śmialiśmy się, rozmawialiśmy, wtem niebo się rozstąpiło się i ujrzałam Panią Weasley.
-Hermiona ? -spytała.
-Miona ?- Pisnęła zapłakana Gin
-Od kiedy płaczesz na mój widok ? -Zaśmiałam się.
-Idę załatwić wszystko i jedziemy ! -Wykrzyknęła Pani Weasley i wyszła. Ja zażyłam lekarstwo i poszłam z przyjaciółmi po kufry. Tu obraz się rozmywa. Kolejny. Idę zapłakana w stronę Dormitorium. Zerwałam z Krumem. Ron dopadł mnie na korytarzu i namiętnie całuje. Kolejne wspomnienie. Zerwaliśmy z Ronem i rzucam się z bólem na łóżko.
-Za dużo jak na jeden dzień. -Stwierdzam spokojnie.
-A co ? -Pyta George. Wybucham nie kontrolowanym śmiechem.
-Wspomnień. - Uśmiecham się widząc jak wygląda przez okno.- Podoba Ci się Luna.... Prawda ?
-S.. skąd wiedziałaś ?
-Ja to czuję.
-Ale nie mów nikomu..
-Okej. - Ziewnęłam- Dochowam tajemnicy.
Uśmiechnął się ze wdzięcznością i odszedł. Poszłam do kuchni po kubek herbaty i ujrzałam śliniących się Rona i Lavender.
-Uuuu. Powodzenia... Znowu- Mruknęłam. I odeszłam w kapciach do ogrodu. Ginny chodziła w kółko z Harrym. Luna rozmawiała ze zdenerwowanym Georgem... A Fred.... Jego nie ma. Usiadłam na ławeczce i nawet nie wiem, kiedy....zasnęłam.
_______________________
Oto pierwszy rozdział :)
Taki sobie jak to pierwsze rozdziały, ale mam nadzieję że się podoba.
Komentujcie proszę :)
Pozdrawiam < 3

